„Unf*ck yourself. Napraw się!”

unfuckGary John Bishop „Unf*ck yourself. Napraw się!”

Tytułem wstępu: nie będę ukrywał, że strasznie denerwuje mnie taka metoda promocji. Metoda promocji książki polegająca na przyciąganiu uwagi czytelnika poprzez umieszczanie przekleństw w tytule. Jest prawdopodobnie pewna grupa potencjalnych czytelników, którzy przez taki zabieg zwrócą uwagę na książkę i w księgarni sięgną po nią, żeby chociaż ją przekartkować. We  mnie taki zabieg budzi negatywne odczucia. Pierwsza myśl która się pojawia: „o! jeśli autor nie ma nic ciekawego dla zaoferowania to stara się szokować przez przekleństwa w tytule książki”.

Miło się pomylić

O dziwo tego typu wyobrażenie w starciu z rzeczywistością nie do końca się sprawdziło. W przeciągu ostatniego roku zdarzyło mi się przeczytać oprócz „Unf*ck yourself…” jeszcze jedną książkę z „szokującym tytułem” i w obu przypadkach byłem pozytywnie zaskoczony.

O czym nie jest ta książka

Wbrew temu co można by oczekiwać na podstawie tytułu w książce na szczęście nie znajdziemy treści typu:

- 5 prostych metod na osiągnięcie sukcesu

- bądź egoistą, postępuj zgodnie ze swoimi wartościami, nie zważaj na innych – a osiągniesz swoje cele

- nie trać swojego życia na przeciętność – przecież Ferrari jest na wyciągniecie ręki, trzeba tylko chcieć, na co czekasz?

Gdyby było inaczej to na pewno nie dotrwałbym do końca tej książki. Całe szczęście już we wstępie autor jasno definiuje swoją opinię na temat choćby pozytywnych afirmacji pisząc o nich jako o oklepanych metodach o niepewnej skuteczności:

Chociaż moja książka jest o tym, że właściwie słowa mogą zmienić twoje życie na lepsze, absolutnie NIE zachęcam cię do przejścia na pozytywne myślenie i stosowania afirmacji.

Dla kogo jest ta książka?

Przede wszystkim dla tych, których męczy wewnętrzny negatywny głos. Dla tych, u których wewnętrzny krytyk cały czas jest aktywny i wprowadza w niepokój. Ten niepokój bierze się z pojawiających się nieustannie pytań „czym dam sobie z tym radę?”, „co będzie jeśli się nie uda” i stwierdzeń typu „nie dam rady”, „to nie ma prawa się udać”, „inni zrobili to lepiej”. Tego typu dialog pewnie statystycznie rzecz biorąc częściej prowadzą ze sobą introwertycy niż ekstrawertycy.

jakiś cichy krytyczny głos wciąż Ci powtarza, że jesteś zbyt leniwy, za głupi albo za słaby

Tego typu myślenie nie tylko ogranicza możliwość realizacji swoich celów. Ono męczy, wysysa energię, wprowadza niepokój i pewnie u wiele osób prowadzi do coraz to częściej spotykanej w polskim społeczeństwie depresji.

Jak sobie poradzić z negatywnym dialogiem?

Skoro jest w nas głos, który powtarza negatywne afirmacje to część czy to coachów, trenerów czy nawet psychologów doradza, żeby stosować pozytywne afirmacje. Pewnie nie raz zetknęliście się w mediach społecznościowych z pozytywnymi memami typu „możesz wszystko”. Czy to uciszy wewnętrznego krytyka? U części osób może mu tylko dostarczyć paliwa:

„Jak bardzo jesteś żałosny, że wierzysz, że powtarzanie sobie pozytywnych haseł coś zmieni w Twoim życiu?”

„Wziąłbyś się do roboty a nie udawał, że stanie przed lustrem i uśmiechanie się do siebie coś zmieni”

„Brawo – trafiłeś do grupy przegranych życiowo skoro uwierzyłeś, że wystarczy pozytywne myślenie do osiągnięcia sukcesu. Idiota!”

A może spróbujmy inaczej?

To, co proponuje Gary John Bishop to podejście oparte przede wszystkim na antycznej greckiej myśli filozoficznej. Sam w ten sposób otwarcie nie pisze ale w większości zalecenia, które prezentuje w „Unf*ck yourself…” to przełożone na język współczesny zalecenia greckich stoików. Książka jest pełna cytatów i zapożyczeń od Sokratesa, Epikteta, Arystotelesa czy Seneki.

Gary John Bishop stawia na to, żeby uświadomić czytelnika, że:

- nie jesteśmy naszymi myślami (co może być pewnie szokujące dla wielu z nas myślących  paradygmacie kartezjańskim, który objawia się w maksymie „myślę, więc jestem”)

- zgodnie z tym co pisał Seneka nasze myślenie, zazwyczaj sprawia nam większe cierpienie niż to, czego doświadczamy

- zgodnie z Arystotelesowskim podejściem – to jacy jesteśmy zależy nie od naszego myślenia, ale od działania

- niepewność w życiu jest nieuchronna i jej akceptacja jest konieczna do zdrowego myślenia

- powinniśmy ustalać sobie cele zgodnie z naszymi wartościami i zgodne z wyrzeczeniami, które jesteśmy w stanie ponieść

- mimo, że w naszym życiu jest wiele elementów, na które nie mamy wpływu to dalej jest duży obszar co, do którego mamy moc sprawczą – ale dopóki nie weźmiemy za ten obszar odpowiedzialności to nie ruszamy do przodu

- to, co zwykle wpływa na nasz negatywny odbiór rzeczywistości to nasze nieuświadomione oczekiwania

  Czyli co: czytać, nie czytać?

Dla mnie przez to, że od jakiegoś czasu interesuję myślą stoicką rady autora „Unf*ck yourself…” nie były specjalnie niczym nowym. To był raczej mix tego o czym wcześniej słyszałem lub czytałem podany w innym sosie. Ale nie oznacza to nic złego :) Jestem pewien, że dla wielu osób opisywana książka może być cennym materiałem, który pozwoli przeramować swoje myślenie i zacząć funkcjonować w nowy sposób.

Poza tym uważam, że wszelkie sposoby promocji starożytnej greckiej filozofii i pokazywanie jak można w praktyce wprowadzać w życie jej zalecenia są wysoce pożądane. W takim kontekście bardzo się cieszę, że na rynku pojawiła się tego typu pozycja.

Polecam! (nie tylko tym, których męczy negatywny dialog)

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego książki.

3 przemyślenia nt. „„Unf*ck yourself. Napraw się!”

Odpowiedz na „TomekAnuluj pisanie odpowiedzi